Powrót do aktywności /1/

Ujawnienie choroby nowotworowej nastąpiło u mnie w sierpniu 2012 roku. Na początku kolejnego roku zdiagnozowano raka migdałka. Przeszedłem bardzo ciężkie leczenie, w tym dwie operacje, chemioterapię i radioterapię (33 naświetlenia). Dwanaście miesięcy od rozpoczęcia walki z nowotworem złośliwym opuściłem szpital. Walka spowodowała ogromne wyniszczenie organizmu. Waga z 95 kilogramów spadła do 72.

Jednak, już trzy tygodnie od opuszczenia szpitala pojechałem, do oddalonego od mojej miejscowości o 120 km Rzeszowa, na jednodniowe warsztaty poświęcone marketingowi hoteli w Internecie (zdjęcia poniżej). We wrześniu, w gazecie lokalnej, z którą współpracowałem ukazało się kilka moich artykuł. W październiku był dalszy wyjazd, do Poznania, od którego dzieli mnie 650 kilometrów. Mogłem więc powiedzieć, że powróciłem do życia, do pełnej aktywności. Przy czym nie skorzystałem nawet z jednego dnia zwolnienia lekarskiego, nie brałem też żadnych lekarstw.

Kolejny felieton na temat zdrowia, do pisania których skłania mnie chęć dzielenia się refleksjami związanymi z chorobą nowotworową, poświęcę „fundamentom” mojego nowego sposobu myślenia. Jest to niezbędne, by udzielić odpowiedzi na pytania, jakie otrzymuję drogą elektroniczną. Chorzy lub członkowie ich rodzin proszą mnie o wskazówki dotyczące leczenia, stosowanych metod, które pozwoliły osiągnąć zadowalający poziom sprawności fizycznej i umysłowej. A przede wszystkim zahamowały rozwój choroby. Sukcesem jest też to, że w trakcie 41 miesięcy od zakończenia leczenia nie tylko nie brałem żadnych lekarstw, ale nawet nie miałem kataru, kaszlu, podwyższonej temperatury, tym bardziej czegoś poważniejszego.

Nim przejdę do sedna wyjawię, że cieszę się, iż ludzie nawiązują kontakt z kimś, kto ma chorobę nowotworową wpisaną w życiorys. Lekarze bywają oszczędni w udzielaniu rad pacjentom. Rozmowa medyka z chorymi ogranicza się do omówienia sposobu przyjmowania leków jakie zapisuje, bądź omówienia metody leczenia, która zostanie w przypadku danego pacjenta zastosowana. To za mało. Otwiera się pole do działania przeróżnym „spryciarzom”. Ich porad nie brakuje w Internecie. Sieć, szczególnie portal społecznościowy Facebook, wręcz żyje informacjami o rewelacyjnych metodach, szybko uzdrawiających roślinach czy suplementach diety czyniących cuda. Często czytam newsy o rzekomo w stu procentach pewnych sposobach walki z nowotworem. Osobom wypowiadającym się, i udostępniającym linki do wpisów na stronach prowadzonych w celach komercyjnych (wpływ z reklam), na temat rozpowszechnianych teorii, zadaję na portalu pytanie: „czy pan(i) przeszła tę chorobę, spraktykowała to co poleca, dlatego doradza z takim wielkim przekonaniem?”. Proszę sobie wyobrazić, że ani razu nie otrzymałem wyjaśnienia. Kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że „każdy Polak zna się na medycynie i piłce nożnej”. Dużo w tym prawdy, a upust tej wszechwiedzy odnajdujemy właśnie na portalu społecznościowym.

Zagubieni, zdezorientowani, a przede wszystkim spanikowani chorzy łykają „rewelacje” głoszone przez znachorów, i bezkrytycznych zwolenników tych teorii, niczym ryby chleb rzucany do wody. Ubolewam, że próby komentowania przez lekarzy tego, co jest głoszone w sieci są nieliczne. Czasami zastanawiam się czy instytucje państwowe nie powinny zaangażować się w uświadamianie społeczeństwa i dawać odpór zalewowi pseudoleczniczych porad. Pamiętajmy, że żaden ze znachorów nie ponosi odpowiedzialności za ludzkie życie, skrócone z powodu swoich błędów. Ludzie odchodzą przecież bezimiennie, czasami bardzo szybko i już nie mogą świadczyć o pomyłkach, jakich doświadczyli. Nie wszyscy nabierają się na te  cudowne rady, i dobrze. Warto kontaktować się z kimś, kto przebrnął trudną drogę i swoim życiem pokazuje, że „rak to nie wyrok”. Humorystycznie podejście do setek porad w Internecie, na temat tego jak wyjść z paskudztwa, przywołał komentarz jaki spotkałem właśnie na Facebooku. Otóż jedna z uczestniczek dyskusji napisała: „nie zdziwię się jeżeli niedługo dowiem się, że głaskanie kolana także pomaga w pokonaniu nowotworów”.

Pragnę mocno zasygnalizować, że to co dla jednej osoby jest właściwe, dla innej już nie musi być. Prosta prawda, ale należy ją brać pod uwagę. Choroba dotyczy różnych organów, jest wiele rodzajów nowotworów, każdy cierpiący jest w innym stadium choroby a przystępujący do walki, i po jej zakończeniu, mają inny stan ducha i ciała. Pisząc to chcę powiedzieć, że nie znam recepty na sukces, a to co opiszę jest tylko wskazówką w poszukiwaniu własnej drogi do zdrowienia.

Budowanie swojego nowego życia rozpocząłem od wyrzucania z siebie złości do ludzi, do moich byłych adwersarzy, a także lekarzy, mimo że nie zawsze trafnie postępowali w moim przypadku. Oczyszczenie umysłu dotyczyło też otaczającego świata. Przestałem zajmować się głodem w Afryce, smogiem w Chinach, wojną na Krymie, kotem Kaczyńskiego, restauracją Sowy, itd. W kolejności przestałem traktować chorobę jako jakiś dramat, a pomyślałem o niej jak o sygnale, który uświadomił mi że źle żyłem, niewłaściwie odżywiałem się, miałem zatrute myśli. Choroba stanowiła przebudzenie w celu odmiany. Z czasem, czując się coraz bardziej szczęśliwszym, zacząłem dziękować losowi za chorobę. Dalej, z dużym przekonaniem zacząłem inaczej podchodzić do spraw codziennych, a z tym wiązała się także stopniowa wymiana używanych słów. Słowo „nie” coraz częściej zamieniałem na „tak” lub „spróbuję” albo „potrafię”. Ostatnia, może nawet najważniejsza korzyść, pogłębiłem wiarę w możliwości medycyny.

Nie twierdzę, że wszystko przyszło łatwo i do wszystkiego dochodziłem sam, bez wsparcia osób bliskich. Zdecydowanie miałem szczęście i na mojej drodze stanęło wiele osób, które określę mianem nauczycieli-przewodników.

  (cdn)

Komentujcie na Facebooku tu

Czytaj:

Ujawnienie choroby nowotworowej

Początek leczenia

Radio i chemioterapia

ROZMOWA Z CHORYM

LĘK PRZED RAKIEM

LECZENIE NOWOTWORÓW – FAKTY I MITY

RAK TO NIE WYROK

Reklamy

8 comments

  1. Znalazłam cie przez forum onkolog DSS. Tam nie można dyskutowac o leczeniu naturalnym.
    Ja jestem 8 lat po ujawnieniu sie raka i w remisji.
    Nie wiem czy natrafiłeś na info bardzo pozytywnego wpływu soku marchewkowego na zahamowanie rozwoju komórek rakowych. Tutaj materiały po ang o Ann Cameron (zresztą jest ich sporo na google). To tak na wszelki wypadek i jako naturalna prewencja!
    Ann Cameron; ona miała raka jelita grubego z przerzutami do płuc, IV etap raka uwazany za nieuleczalny, a jej mąż zmarł tez na raka.. Co zrobiła z tym ?
    Piła 5 szklanek świeżo wycisniętego soku marchewkowego co dziennie!!!
    Po 8 tyg była poprawa a po 8 miesiącach ani śladu raka.
    Właściwości przeciwnowotworowe marchwi zostały naukowo udowodnione, ze względu na obecność przeciwutleniacza zwanego – Falkarinol.oraz beta-karotenu.

    Polubienie

    • Droga Anno, wierzę, że wiele warzyw i owoców posiada substancje mające korzystny wpływ na nasz organizm, mogące uleczyć z wielu chorób. Tylko problem jest taki, że to co kupujemy jest „nasączone” chemią. Czyli uciekamy z deszczu pod rynnę… Wiele cennych składników ma np. seler, ale ogrom w nim pestycydów. Duży procent społeczeństwa mieszka w miastach i jesteśmy zdani na to co jest w sklepach. Małe warzywniaki osiedlowe też mają towar z giełd, a nie od rolników produkujących metodami bliskimi temu co robili ich ojcowie, dziadkowie, czyli na oborniku…. Należy więc kierować się ostrożnością spożywając soki z warzyw i owoców. Oczywiście warzywa muszą znaleźć się w naszej diecie. Co jem i piję napiszę za jakiś czas.

      Polubienie

  2. Racja ale sa sposoby. Ja myje marchew. potem płuczę w wodzie z octem aby zabić bakerie a następnie w wodzie z sodą bo ona zmywa pestycydy i nie obieram ze skorki. Z marchwi wyciskam tylko jej środkową część bo na obu koncach gromadzą się naturalnie azotany. Taka jest wskazówka Charlotte Gerson.
    Ann Cameron też używała marchew ze sklepu. Ja mam część warzyw swoich ale teraz juz mi się skończyły i je kupuję. Właśnie otrzymalam wyniki badań i wszystko jest dobrze.
    Są dobre książki na rynku autorstwa zbiorowego w którym pisze m.in dr Saul jak powinna wyglądać dieta i suplementacja. Rowniez dobre blogi anglo-języczne.
    Zycze ci aby twoje zdrowie juz zawsze było optymalne!!

    Polubienie

  3. w/g mnie 10 % prawdy utopione w kłamstwie . nie chce sugerować że to jest sponsorowane ,ale coś mi twoja wypowiedz ŚMIERDZI . piszesz o chemioterapii i radioterapii jakbyś tym metodom zawdzięczał zdrowie czy nawet życie. PROSZĘ zdradz mi swój stosunek do szczepień a bę
    de wiedział z kim mam doczynienia .mówisz że te terapie spowodowały ,że teraz jesteś mądrzejszy.MOŻE ALE BEZ OBRAZY wydaje mi się że dużo tobie jeszcze brakuje

    Polubienie

  4. Uważam,że Twoje wpisy są bardzo naiwne. Piszesz jakbys wcale nie przechodzil raka, jakys nigdy nie mial z tym stycznosci. Otoz u mojego taty rowniez zdiagnozowano raka. Poczatkowo byl ulokowany w prawym plucu.Potem tylko szara rzeczywistosc polskiej sluzby zdrowia, czyli dlugie oczekiwanie na wyniki badan. Po kilku tygodniach wycinek z wezlow chlonnych,aby ocenic jak daleko postapila choroba. Kolejne 3 tygodnie oczekiwania na wyniki. Nareszcie odbior wynikow i co? Kolejne oczekiwanie na konsylium lekarzy. Tydzien oczekiwania nakonsylium, a po konsylium oczekiwania na decyzje- co znowu się ciągnęło. W koncu decyzja o radioterapii. Kolejne oczekiwanie na miejsce. Gdyby nie moja skarga do Dyrektora Szpitala tata czekalby na radioterapie kolejne dlugie tygodnie.Łączny czas oczekiwania na jakiekolwiek dzialanie ze strony lekarzy to trzy miesiace! Tak niestety az tyle! Wtedy taty choroba byla juz dalece zaawansowana, w ciau tych trzech miesiecy powstaly przerzuty i bylo za pozno na leczenie- wedlug lekarza. Dlatego kiedy czytam Twoje cudowne wypowiedzi na temat lekarzy i tego ze rak to nie wyrokto otwiera mi sie nóż w kieszeni. Mogłabym wyliczyć ile musiałąmsię naprosić, najeździć,ile skarg musialam zlozyc, aby ktos zainteresowal sie moim tatą. Prawda jest taka, ze samo oczekiwanie na wyniki badan dyskwaifikuje wielu chorych do wyleczenia. Wielu nie dożywa nawet leczenia, bo następuje postęp choroby.Moje zdanie jest takie, żemiales chłopie po prostu szczęście… gdyby to był inny rodzaj raka byłoby po Tobie dzięki zwklekaniu i lekcewazeniu wielu lekarzy. Tata nie jest pierwszą osobą w rodzinie chorą na raka. Wcześniej na raka zmarł mój wujek i dziadek.W każdym z tych przypadków procedura wyglądała identycznie, czyli długi czas oczekiwania, niedbalstwo, upominanie się o swoje prawa do leczenia, ponaglanie lekarzy.Jednym słowem to nie jest walka z nowotworem to bardziej walka z lekarzami i błaganie o leczenie. Twoje wyobrazenie o lekarzach wiąże się z tym,że zostales wyleczony.

    Polubienie

    • No cóż, to Pani komentarz jest naiwny. Lekarze jedynie leczą droga Pani, a zdrowieje pacjent. Warto o tym pamiętać. Kto nie rozumie, że wyszedł z choroby dzięki sobie, ten nic nie rozumie. Nie ten pokonuje raka, kto wie, że może z niego wyjść, ale ten kto wierzy w to… Co do metod niekonwencjonalnych, to te mogą jedynie wspomagać leczenie, ale są jedyną leczenia. Każdy mądry odpowiedzialny zielarz nigdy nie powie,żeby olać lekarzy. Dobrze dobrane zioła nie powinny wchodzić w kontrelacje z lekami zaleconymi przez lekarza. Ziołami można wspomagać. Nie zapominajmy,że niewiele ziół na naszym rynku jest naprawdę czystych. Często są to zioła kupowane na chińskim portalu alibaba, za grosze, a tylko pakowane u nas.Te na pewno pomogą.

      Polubienie

  5. Bardziej mimo wszystko sklanialabym sie ku alternatywnej metodzie leczenia. Piszesz, że na Facebooku jest wielu znachorów, pseudo lekarzy i uzdrowicieli. Masz bardzo negatywny stosunek do tego. Ja z kolei mam negatywny stosunek do medycyny konwencjonalnej.Owszem jest wiele przypadków wyleczeń nowotworu poprzez zastosowanie radio czy chemioterapii lub metod skojarzonych jednego i drugiego. Jednak znacznie większy odsetek mimo wszystko to nadal osoby niewyleczone lub których stan po chemioterapii wręcz pogorszył się Lekarze proponują nam jedną i tą samą metodę na różne rodzaje raka. Uważam,że kiedy chory człowiek dostaje od lekarza informację „Nie możemy już Pana leczyć, ponieważ jest na to za późno” to niekonwencjonalne metody, które Pan tak krytykuje okazują się zbawienne dla wielu osób,np sama zmiana diety, zastosowanie odpowiednich ziół. To co pisze nie jest wyssane z palca. Pracuję w miejscu gdzie codziennie mam do czynienia z chorymi na raka lub z ich rodzinami i znam kilka przykładów zahamowania rozwoju raka.Nie mówię tu o wyleczeniu tylko o zahamowaniu postępu choroby kiedy lekarze odsyłąją chorego już tylko do hospicjum. (usunąłem fragment promujący pewną metodą. Ten blog nie jest miejscem promowania producentów, importerów, handlarzy, itp…) Jeżeli przynosi to tylko w określonych rodzajach raka i tego będę się trzymać. Nie znam osoby,która wyszła np z raka płuc (poza I stadium) dzięki chemii lub radioterapii.Bardziej jestem w stanie uwierzyć w lecznicze właściwości soku z marchwi jak pisze Pani powyżej niż w konwencjonalną medycynę.

    Polubienie

    • Lekarze jedynie leczą droga Pani, a zdrowieje pacjent. Warto o tym pamiętać. Kto nie rozumie, że wyszedł z choroby dzięki sobie, ten nic nie rozumie. Nie ten pokonuje raka, kto wie, że może z niego wyjść, ale ten kto wierzy w to… Co do metod niekonwencjonalnych, to te mogą jedynie wspomagać leczenie, ale są jedyną leczenia. Każdy mądry odpowiedzialny zielarz nigdy nie powie,żeby olać lekarzy. Dobrze dobrane zioła nie powinny wchodzić w konrelacje z lekami zaleconymi przez lekarza. Ziołami można wspomagać. Nie zapominajmy,że niewiele ziół na naszym rynku jest naprawdę czystych. Często są to zioła kupowane na chińskim portalu alibaba, za grosze, a tylko pakowane u nas.Te na pewno pomogą.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s