Ujawnienie choroby nowotworowej

Choć nie jest to łatwe, postanowiłem dzielić się swoimi wspomnienia i refleksjami na temat ciężkiej choroby, którą zaleczyłem. Miałem nowotwór złośliwy migdałka prawego i podstawy języka. Użyłem słowa „zaleczyłem”, gdyż parokrotnie spotkałem się z wypowiedziami lekarzy, że tak powinno określać się okres po zakończeniu leczenia, gdy choroba już dalej się  nie rozwija. Jest bowiem dużo czynników, głównie chodzi o stres, które mogą szybko spowodować nawrót, dlatego raczej nie powinno się mówić o wyleczeniu i pełnym zdrowiu, ale zaleczeniu.

Po paru ogólnych felietonach o zdrowiu (patrz zakładka ZDROWIE), pora sięgnąć do początku mojej historii. Spróbuję odpowiedzieć na pytanie, które często zadawali mi znajomi „jak ujawniła się choroba i co mogło ją spowodować?”.

O tym, że coś jest nie tak wiedziałem w połowie roku 2012. Wówczas na szyi, po prawej stronie, pojawiło się zgrubienie (gulka). Wcześniejsze sygnały, że dzieje się źle, zlekceważyłem, a właściwie to nie potrafiłem ich zinterpretować. Najwyraźniejszym były zlewne poty. O tym, że są symptomem poważnej choroby dowiedziałem się później. Innym było gwałtowne schudnięcie, rok przed pojawieniem się zgrubienia na szyi. Trwało przez kilka tygodni, po jakimś czasie znów nabrałem masy.

Zgrubienie na szyi nie było bolesne. Innego bólu – o co często mnie pytano – nie odczuwałem. Nowotwór to choroba, która przychodzi po cichu, „w kapciach”, warto o tym pamiętać i nie obserwować swojego organizmu pod tym kątem, uważając że jak nie czuć bólu, to na pewno wszystko w porządku.

Do połowy 2012, czyli ujawnienia się choroby, psychicznie i fizycznie czułem się doskonale. Niemal codziennie grałem w ukochaną siatkówkę z kolegami syna, dwudziestoparoletnimi mężczyznami, przy czym mając wówczas 52 lata w żaden sposób nie ustępowałem im pod względem fizycznym czy wytrzymałościowym. Od czasu do czasu biegałem, regularnie jeździłem na rowerze oraz uprawiałem 4-arową działkę ogrodniczą. Miałem dobry apetyt, nie pojawiały się zaburzenia snu czy jakiekolwiek bóle. Przez trzydzieści lat poprzedzających chorobę nie miałem gorączki (może poza dwoma, trzema jednodniowymi skokami). Na nic nie chorowałem, a w związku z tym nie brałem żadnych leków, które jak wiemy czasami eliminując konkretną dolegliwość mają działanie uboczne, destabilizujące pracę innych ważnych organów.

Nie korzystałem z suplementów, odżywek czy zestawów witamin. To co niezbędne mój organizm dostawał w zróżnicowanym, codziennym pożywieniu. Moją domeną nie było obżarstwo czy zbyt tłuste jedzenie, posiłki spożywałem bardzo regularnie.

Nie piłem napojów energetycznych ani czegokolwiek podobnego niszczącego organizm. Nie piłem coca-coli, kolorowych, gazowanych wód opartych na chemii i słodzikach. Nie konsumowałem śmieciowego jedzenia serwowanego w fast foodach. Alkohol piłem z umiarem. Papierosa miałem w ustach w podstawówce, kiedy był to tzw. owoc zakazany i w jego kierunku popychała ciekawość.

Przez całe życie uprawiałem sport, konkretnie siatkówkę. Dlatego nie towarzyszyły mi stany zmęczenia, które potrafią psuć samopoczucie. Jak wiadomo, brak samoakceptacji też bywa przyczyną chorób. Nie w moim jednak przypadku.

Odżywiałem się rozsądnie, przy czym uprawiałem działkę po to, żeby nie tylko mieć warzywa świeże, ale też ekologiczne. To co uprawiałem nie było pryskane, nie było też zasilane sztucznymi nawozami. Jedynym wzmocnieniem roślin, bo bez takiego nic raczej nie urośnie, były naturalne poplony, kompostownik oraz nawóz kurzy, odpowiednio przygotowany przed podlewaniem roślin.

W mojej diecie stałe miejsce miały czosnek i cebula, czyli te warzywa, którym przypisuje się wzmacnianie odporności organizmu. Ważne były kiszonki z: kapusty, ogórków i z cukinii. Często robiłem zakwas, na bazie którego gotowałem żurek.

Moja pasją był (i jest do dziś) ruch. Obok siatkówki i roweru, codziennie spacerowałem, średnio 3-4 kilometry. Mówiąc o śnie wspomnę, że rytm biologiczny miałem dość nietypowy, przy czym jednak bardzo książkowy. Z zasady o godzinie 22 spałem jak niemowlę, a budziłem się rześki, gotowy do pracy ok. 5 nad ranem.

W krytycznym 2012 roku wielokrotnie gdzieś wyjeżdżałem (m.in. tydzień we Francji, tydzień w Irlandii). Ani podróże, ani długie, nawet wielogodzinne spacery, także w upalne dni, nie męczyły mnie. Pozwalało mi to sądzić, że wszystko w organizmie funkcjonuje należycie, więc lekceważyłem zlewne poty, jakie pojawiały się od wielu miesięcy.

W tym wszystkim trudno doszukać się czynników, jakie mogły spowodować chorobę. Nadmienię też, że pochodzę z – jak to się potocznie mówi – żywotnej rodziny. Jedna babcia zmarła mając 93 lata, druga 101. Nikt w rodzinie nie miał raka, czyli trudno mówić o obciążeniu genetycznym.

O ile mogę sobie coś zarzucić, to zbytnie solenie potraw. Co do innej tzw. białej śmierci, czyli cukru, to na mnie i mojej rodzinie przemysł cukrowniczy nie zarobił zbyt wiele. Inny popełniany błąd to picie i jedzenie bardzo gorących napojów i potraw. Czytałem w jednym z tygodników, że „Kawa (lub herbata) jest faktycznie groźna dla zdrowia w jednym przypadku – gdy jest bardzo gorąca. To zagrożenie dotyczy zresztą spożywania wszystkich napojów w wysokiej temperaturze. W niektórych badaniach uznano je nawet za „prawdopodobnie rakotwórcze”. Zaczyna się od banalnego zapalenia gardła, spowodowanego poparzeniem przez gorący płyn”.

O ile rzeczywiście przeprowadzono takie badania i taki wysnuto wniosek, to w tym odnajduję chorobotwórczy czynnik. Nie wydaje mi się jednak, żeby tyle złego zdziałał.

Oczywiście, aby obraz był pełny muszę więcej miejsca poświęcić pewnej „dolegliwości”. Kilkanaście miesięcy przed ujawnieniem się nowotworu, w lewej pachwinie pojawiło się dziwne znamię. Rosło i po jakimś czasie niemal znikało. Czasami było bolesne i wrażliwe. Po wielu miesiącach obserwowania udałem się do dermatologa. Zakończyło się zamrożeniem. Po zabiegu goiło się bardzo powoli. Cały okres, od pojawianie się aż do całkowitego zniknięcia, w sumie kilkanaście miesięcy, towarzyszył mi lęk, że to może być rak skóry. Ta myśl często powracała. Nie ukrywam, że długo bałem się iść do lekarza i pokazać znamię.

Nie czuję się na siłach ocenić czy to mogło mieć jakiś związek z chorobą, ujawnioną w innym miejscu i odmiennym charakterze? Nie bagatelizuję jednak tej sytuacji. Dwaj znani badacze wpływu podświadomości na nasze życie, w tym też zdrowie (Jeseph Murphy w „Potędze podświadomości” i Walerij Sinielnikow w „Tajemnicach podświadomości”), dowodzą, że świadome myślenie wywołuje analogiczną reakcję podświadomości, która kontroluje wszystkie procesy zachodzące w naszym organizmie. Podświadomość nie poddaje logicznej ocenie tego, co przekazuje jej świadome myślenie. Negatywne, destrukcyjne myśli kiedy osiądą w podświadomości, wcześniej czy później wydają odpowiednie owoce, które urzeczywistniają się w postaci nieprzyjemnych przeżyć i zdarzeń.

Żeby rozumieć obu autorów i ich przekaz, trzeba do tego dojrzeć. Tym dojrzewaniem jest przejście jakiejś ciężkiej sytuacji życiowej, która wzbogaca nas o głębsze refleksje, umiejętność analizy i zauważania rzeczy dotychczas bagatelizowanych.

Dziś wiem, że dbałość o zdrowie, o czym wspominam wyżej, pojmowałem niewłaściwie. Ślepo wierzyłem w to, że jestem ze stali, niezniszczalny. Od roku 1994 byłem osobą bardzo aktywną społecznie. We wspomnianym roku po raz pierwszy zostałem radnym miasta. W roku 1995 założyłem prywatną gazetę „Nowiny Kraśnickie”, której byłem wydawcą, redaktorem naczelnymi i autorem artykułów. Była to pierwsza lokalna, samofinansująca się gazeta na Lubelszczyźnie. Funkcje te, z małymi przerwami, pełniłem siedem lat. Potem pisałem do innych gazet, a w roku 2002 po raz kolejny zostałem wybrany na radnego. Od roku 2006, przez trzy lata, pełniłem funkcję asystenta posła. Dwie kadencje byłem członkiem rady nadzorczej dużej spółdzielni mieszkaniowej. Sprawowałem też inne, mniej eksponowane funkcje. Mocno aktywny byłem do roku 2011. Przez siedemnaście lat żyłem w napięciu i dużym stresie, który wynikał głównie z tego, że nie wszedłem w żadne układy personalne i polityczne. Działalności publicznej nie łączyłem z kasą, stąd nie chroniła mnie żadna grupa interesów. Przez większość tego okresu byłem jedyną opozycją w moim mieście. W trakcie wydawania gazety bardzo krytycznie oceniałem burmistrza miasta. Był to człowiek, któremu należało patrzeć na ręce, o świadczy to, że kilka razy miał duże problemy z prawem, a od wiosny 2016 odsiaduje trzyletni wyrok za przyjmowanie łapówek. W trakcie walki z nim miałem kilka procesów sądowych wytaczanych przez ludzi z jego otoczenia, w których broniłem się sam, nie przegrywając przy tym żadnego. Kierowanie pozwów miało na celu złamanie mnie. Te siedemnaście lat długo można opisywać.

Niczym Don Kichot chciałem naprawiać świat i ludzi. Za tym kryło się życie w niemałym stresie. Będąc w wirze pracy i walki sądziłem, że skoro udaje mi się neutralizować go, poprzez uprawianie sportu, podróżowanie czy w inny sposób, a przy tym prowadzę zdrowy i higieniczny tryb życia, to nic mi nie grozi. Wydawało się, że skoro czuję się doskonale, to w organizmie dzieje się dobrze. Popełniłem błąd. Dziś bliskie są mi słowa Buddy: „Jeśli chcesz zobaczyć swoją teraźniejszość, spójrz najpierw na swoją przeszłość, która stanowi jej przyczynę.”

Zdaniem wielu badaczy przyczyn powstawania tej i innych poważnych chorób jest długotrwały stresu. Prowadzi on do obniżenia odporności i zmian, które zwiększają ryzyko wystąpienia m.in. nowotworu oraz jego rozwój. Przewlekły stres powoduje duże zmiany w wydzielaniu hormonów, zwłaszcza kortyzolu, zwanego „hormonem stresu”. Ten z kolei przyspiesza skurcz naczyń krwionośnych, prowadzi do niedotlenienia i w efekcie dochodzi do rozwoju komórek nowotworowych.

W medycynie chińskiej, w ajurwedzie, w systemie medycyny indyjskiej znajdujemy wzmianki o tym, że psyche i soma to jedność. Później, w starożytności, Platon napisał piękne dzieło „Charmides”, w którym pisze: „Leczenie wielu chorób jest nieznane lekarzom Hellady, gdyż leczą oni narząd a nie widzą człowieka”.

I tak to, niczym podczas spowiedzi na łożu śmierci, przeleciałem całe swoje życie. Żeby zachować formę, dodam „więcej… nie pamiętam”.

Czy któryś z wymienionych czynników spowodował chorobę? Jeden, konkretny, a może suma paru? Żaden? Osobiście bliski jestem uznania stres za kluczowy czynnik w moim przypadku.

Piszę to wszystko wierząc, że ktoś czytając odnajdzie w mojej historii fragment swojego życia i coś w nim zmieni. Może moja historia będzie przestrogą? Życzę każdej czytającej ten tekst osobie dużo zdrowia i uniknięcia tej ciężkiej choroby, a przede wszystkim niełatwego jej leczenia.

Zakończę radą. Niech nie wydaje się Wam, że jesteście z żelaza, że choroba dotknie innych, a Was ominie. I nie czekajcie na ból, by utwierdzić się w tym, że coś jest źle.

Komentujcie na Facebooku tu

Zachęcam do przeczytania

Początek leczenia

Radio i chemioterapia

Powrót do aktywności /1/

ROZMOWA Z CHORYM

LECZENIE NOWOTWORÓW – FAKTY I MITY

RAK TO NIE WYROK

LĘK PRZED RAKIEM

PS

W roku 2012 w okresie obejmującym majowy weekend byłem z rodziną, przez osiem dni w Paryżu, schodząc to piękne miasto wzdłuż i w szerz. W czerwcu, w czasie Mistrzostw Europy w piłkę nożną byłem w trzech miastach, gospodarzach imprezy: Gdańsku, Warszawie i Poznaniu, po to, żeby zobaczyć jaka panuje w nich atmosfera w czasie tego wielkiego święta piłkarskiego. W lipcu 2012 przez tydzień byłem w Irlandii. Oto zdjęcia z Paryża i Irlandii.

Reklamy

16 comments

  1. Wszystko się zgadza , to tak jak u mnie . Stres odbił się też u mnie czkawką w postaci raka. Życzmy sobie powrotu do zdrowia . Dokładnie tak jest ; życie zaczyna się po chorobie.

    Polubienie

  2. Podobnie jest u mnie,z tym że jestem przed chemią później naświetlania.Szkoda,ze Pan nie opisał przebiegu leczenia,diety w trakcie leczenia ,czasokresu leczenia itp.Pozdrawiam ,najlepsze życzenia świąteczne,Noworoczne przede wszystkim Zdrówka.
    jerzy

    Polubienie

  3. Mam takie samo doswiadczenie i widzenie sprawy. Ale dopiero teraz ( jestem w czasie radioterapii). Dobrze jakby Pana swiadectwo czytali ludzie zdrowi. Gdybym ja na nie trafila rok temu uznalabym ze mnie to nie dotyczy.

    Polubienie

  4. Dziękuję…..jestem też po leczeniu onkologicznym…..nie umiem przelać na papier…..chętnie przeczytałam…..Pozdrawiam i zdrówka życzę…..

    Polubienie

  5. Rąk to teź skrywane emocje przez lata, trzymanie uraz, takie emocje kamienieją ale teź hodowanie w organiźmie przeróźnych mikroorganizmów, pleśni, grzybów itd, pozdrawiam serdecznie Ryszarda Bodzon

    Polubienie

  6. Czytałem gdzieś badania które nie wskazują na związek między stresem a rozwojem raka. Nie wiem do końca czy takie tłumaczenie jest właściwe, ale zachowuje pokorę w tych sprawach. Ludzie przeżyli obozy koncentracyjne, wiele traum i żyją. U Pana wykluczone jest podłoże genetyczne, środowisko dietetyczne,. Fajnie czyta się tekst ja jednak jestem przekonania ze co komu pisane. . . .

    Polubienie

  7. Nie wiem czy moge tak napisac, ale to bardzo ciekawy wpis i bardzo potrzebny. To wpis nad, ktorym bede sie dzis zastanawiac caly dzien i prawdopodobnie bedzie on mial wplyw na moje zycie. Bardzo dziekuje. Mam jeszcze pytanie, czy je Pan mieso i nabial? Duzo ostatnio czytam o zakwaszeniu organizmu, co rowniez moze miec wplyw na rozwoj grzybow i nowotworow. A produkty pochodzenia zwierzecego wlasnie zakwaszaja organizm. A drugie pytanie dotyczy plastiku i chemii w kosmetykach i srodkach czystosci. Tym rowniez sie ostatnio bardzo interesuje i czytam o zlym wplywie na nasze zdrowie i moze powodowac nowotwory, a owa chemia jest wszedzie od pasty do zebow, przez butelki plastikowe, z ktorych pijemy wode, po proszek do prania i plyn do naczyn. Niestety zycie w dzisiejszych czasach nie jest latwe pod wzgledem zdrowia i trzeba uwazac doslownie na wszystko…

    Polubienie

    • Z czasem zaczną pojawiać się wpisy o tym jak się żywię. Mięso czerwone rzadko, oj… raz na dwa tygodnie coś zjem.
      I raz w tygodniu coś z indyka. Co do chemii, hm… chyba trudno jej uniknąć.

      Polubienie

      • Moze nie latwo, ale da sie 😉 A nawet trzeba..
        Tak jak napisalam produkty pochodzenia zwierzecego zakwaszaja organizm, a kwasne srodowisko jest najlepsze dla rozwoju grzybow i nowotworow.

        Polubione przez 1 osoba

  8. Stres niestety jest czynnikiem wielu chorób 😦 wiem z autopsji…niestety stres ciężko wyeliminować w dzisiejszym świecie… pełnym pośpiechu 😦 życzę zdrowia 🙂

    Polubienie

  9. Witam,
    Bardzo dobrze napisane: najpierw w człowieka coś musi uderzyć aby się obudził. Szczęście, albo nieszczęście, że mnie uderzyła tylko borelioza. Jedynym zaleceniem lekarzy (odwiedziłem dwóch specjalistów na śląsku) było wielokrotne dożylne podanie antybiotyków.(…)
    Przykro mi, komentarz naruszał w dalszej części regulamin…

    Polubienie

  10. Ciao 🙂 Czytam Pana artykuły na tej stronie i naprawdę jestem pod wrażeniem. W moim przypadku zdrowie to całkiem inna historia. Chora od urodzenia na kości, operacje, szpitale i inne „tortury”, później – zwolnienie z zajęć W-F, mało ruchu, zero sportu, ciągły strach że coś się zwichnie, złamie, skręci, uch 😦 Na szczęście wymyślili, że w wodzie puszczają skurcze, więc przynajmniej nauczyłam się pływać. A dzięki pracy opiekunki osób starszych w Toskanii zachciało mi się zdrowieć, a co więcej – żyć 🙂

    Ale do rzeczy – przypomniałam sobie badania japońskich naukowców, opublikowane kiedyś (dawno i dokładnie nie pamiętam, ale na pewno więcej niż 10 lat temu) w jakimś wiarygodnym miesięczniku w temacie zdrowia i stylu życia. Badaniom poddani byli mężczyźni chorujący na raka umiejscowionego w przełyku, krtani, gardle itp. poddano wnikliwej analizie ich styl życia, warunki itp. Zauważono, że ich żony były pod względem chorób umiejscowionych w okolicy przełyku i gardła najzupełniej zdrowe.

    Dlaczego? Otóż w tradycyjnych japońskich rodzinach żony jadły po mężu, tj. mogły jeść, dopiero gdy pan mąż się nasycił. Oczywiste jest że jedzenie zdążyło wystygnąć, także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, przynajmniej w przypadku japońskich żon 🙂 Pozdrawiam ciepło
    Salutuję 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s