RAK TO NIE WYROK

W dyskusji na temat nowotworów często pojawia się słowo epidemia. To, że powiększa się liczba zachorowań i zgonów z ich powodu, wie niemal każdy. Potwierdza to ilość chorych wśród członków rodziny czy w gronie znajomych. W ostatnich latach obserwuje się nie tylko wzmożoną zachorowalność na nowotwory, w parze z nimi idą inne choroby cywilizacyjne, również będące efektem stresu i błędów żywieniowych. Choć statystyki mówiące o tym, które ciężkie choroby są najczęstszym powodem śmierci, nie lokują nowotworów na najwyższym miejscu, to w odczuciu ogromnej rzeszy ludzi jest on jednak największym „zabójcą”. Wyżej lokują się te związane z niedokrwieniem serca oraz udary mózgu. Dopiero po nich są nowotwory płuc i górnych dróg oddechowych. Inne rodzaje są w statystykach jeszcze niżej.

Zgonów, tych szybkich, po usłyszeniu diagnozy lekarskiej może być dużo mniej, gdy zmieni się poziom świadomości na temat przebiegu i możliwości skutecznego leczenia nowotworów. Pragnę, żeby moje felietony choć odrobinę zmieniły sposób myślenia o tej chorobie. Zaczynam pisać je cztery lata od usłyszenia „wyroku”, który jednak nie został wykonany oraz trzy lata od zakończenia leczenia. Wcześniej do tematu choroby nie było łatwo powracać, a tym bardziej pisać. W tym czasie „zabrała” kilku znajomych. Niektórych bardzo, bardzo szybko. Starałem się w rozmowach z członkami rodziny i przyjaciółmi zmarłych dociec, co spowodowało, że przegrali. Mam na ten temat wyrobione zdanie. Nie będę jednak nawiązywał do poszczególnych przypadków. Swoje spostrzeżenia i wnioski zawrę w radach, które pojawią się w kolejnych felietonach. Dodam, że starałem się nie popełniać tych samych błędów.

Świadomy jestem tego, że nie jest łatwo zbudować w społeczeństwie innego sposobu myślenia o tej, ale i innych chorobach. Niech to będzie przysłowiowa cegiełka w murze. Może ktoś inny, po przeczytaniu mojej historii walki, też znajdzie w sobie siłę, odwagę, by podzielić się doświadczeniami i napisze wspomnienia pełne mądrych rad. Może zrobi to lepiej niż ja, używając bardziej zrozumiałego języka a jego praca odniesie większy skutek?

Ogromny lęk przed nowotworem jest w ludziach uzasadniony. Jak już wspomniałem, społeczeństwo widzi w nim największego zabójcę. W przypadku większości chorób, ich pojawienie się poprzedzone jest różnymi sygnałami: bólem, spadkiem witalności i wagi ciała, nudnościami, kaszlem, słabnięciem, pogorszeniem wyglądu twarzy, itp. To powoduje, że stajemy się czujni, zmobilizowani, udajemy do lekarza i dzięki temu można we wczesnych stadiach podejmować skuteczne leczenie. Postęp w medycynie sprawił, że można ustabilizować stan zdrowia pacjenta lub całkowicie wyleczyć chorobę. Natomiast nowotwór bardzo często „przychodzi w kapciach”. Człowiek czuje się fantastycznie, pracuje, cieszy życiem, planuje przyszłość, aż tu nagle okazuje się, że jest, a przy tym już tak mocno zaawansowany, iż walka wydaje się trudna, na pewno bardzo długa. Wiele osób, które nowotwór sobie „wybrał”, z powodu tej jego „podstępności”, nie jest przygotowanych na natychmiastowe rozpoczęcie ciężkiego i długiego leczenia. Po usłyszeniu diagnozy wpadają w panikę, a w ich głowach powstaje myśl, że to już koniec. Niepotrzebnie! Z takim sposobem myślenia trzeba walczyć, eliminować go i po to właśnie jest ta moja praca.

O tym, że nowotwór „przychodzi w kapciach” sam wiem najlepiej. Przez trzydzieści lat poprzedzających diagnozę nie brałem żadnych pigułek, sporadycznie miewałem kaszel, katar, ból głowy, gardła czy podwyższoną temperaturę. Mówiąc precyzyjnie, w jednym roku mogły wystąpić trzy lub cztery dni z takimi dolegliwościami, ale nigdy nie były to cięższe stany. Żyłem tak, jak większość ludzi. Nie paliłem, ale zdarzały się zakrapiane imprezy. Sypiałem dobrze i wystarczająco długo, byłem bardzo aktywny, dużo spacerowałem i uprawiałem sport. Jadałem regularnie, starałem się odżywiać zdrowo, włączałem do diety to, co zaleca się, żeby zapobiec chorobom: owoce i warzywa, w tym często cebulę i czosnek. Nie mam obciążenia genetycznego chorobą, pochodzę z bardzo żywotnej rodziny (jedna babcia dożyła 101 lat, druga 93). Aż tu nagle okazało się, że mam go i to w wersji złośliwej.

Kilkanaście godzin po tym, jak dowiedziałem się o chorobie zmarła moja mama (przyczyną nie była informacja o moim zdrowiu). Dwie, tak bardzo trudne do ułożenia w głowie informacje, niemal w tym samym czasie, stanowiły ogromne obciążenie. W końcowej fazie przygotowań do pogrzebu, które spadły mimo choroby na moje barki, dostałem krwotoku z ust. Zostałem zabrany do szpitala. Lekarze mimo kilkudniowego pobytu i wielu badań nie mogli wskazać przyczyny, co spowodowało u mnie kolejny, duży niepokój. Ponadto okazało się, że w przypadku wykrytego u mnie raka, nieznane jest źródło pierwotne przerzutów, którego należało szukać, bez pewności czy to się uda. Miałem więc kolejny „bodziec” do załamania się. Żeby nie było za mało trudnych przeżyć, w czasie pobytu w szpitalu, gdzie zabrano mnie po krwotoku, błędnie zinterpretowano jedno z wykonanych badań i zasugerowano możliwość wystąpienia także nowotworu w okolicach płuc.

Przeszedłem dwie ciężkie, kilkugodzinne operacje oraz radioterapię (33 naświetlenia) połączoną z dwoma, czterodniowymi wlewami chemii (przez pierwsze dwa dni dwa rodzaje).

Podniosłem się!!! Odzyskałem sprawność fizyczną i wytrzymałość na poziomie nieco gorszym niż przed chorobą, ale… Mam doskonały apetyt i spokojny, kilkugodzinny sen. Dość często potrafię wygospodarować parę dni, które przeznaczam na podróże, w tym także bardzo dalekie. Napisałem książkę o życiu w moim mieście w latach 60. i 70. Jednym słowem, cieszę się pełnią życia i czuję szczęśliwy. Dla mnie życie zaczęło się po chorobie.

Psychicznie czuję się świetnie. Nie mam żalu do losu, że „obarczył” mnie ciężką chorobą. Jestem wręcz szczęśliwy, że mnie to spotkało. Dziękuję za chorobę, gdyż nauczyła mnie lepiej żyć. Inaczej patrzeć na świat, na ludzi. W inny sposób interpretować zdarzenia, na wiele rzeczy nie zwracać uwagi, bagatelizować je, gdyż tak naprawdę są mało ważne.

W trakcie leczenia nie zawsze spotykały mnie miłe sytuacje. Mam wiele zastrzeżeń do opieki lekarskiej i personelu szpitalnego. Nie „pielęgnuję” jednak w sercu żalu do kogokolwiek i całego systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Wierzę w lekarzy i zdobycze medycyny. Generalnie, nie zatruwam swojego umysłu złością do niczego i nikogo spotkanego w życiu, na swojej drodze.

O tym, w jaki sposób zbudowałem w sobie optymizm, jak odzyskiwałem siły, jak uzdrowiłem swoją duszę i ciało, a nawet je odmłodziłem, pragnę opowiedzieć. Mój przykład pokazuje, że każdy z nas może, w każdej chwili, dowiedzieć się o tym, iż u niego pojawił się ten problem. Warto być na tę chwilę przygotowanym.

Życie człowieka to największe dobro. Dlatego trzeba o nie walczyć, a jeżeli moje felietony pomogą komuś pokonać chorobę, będzie to dla mnie źródłem ogromnej radości.

Komentujcie na Facebooku tu

Zachęcam do przeczytania

Ujawnienie choroby nowotworowej

Początek leczenia

Radio i chemioterapia

Powrót do aktywności /1/

ROZMOWA Z CHORYM

LĘK PRZED RAKIEM

LECZENIE NOWOTWORÓW – FAKTY I MITY

Zdjęcia: rok 2012 (kilka tygodni przed ujawnieniem się choroby)

Zdjęcia: rok 2015 (1,5 roku po zakończeniu leczenia), z lewej Tunezja, z prawej po powrocie z Maroka.

okladka

Reklamy

23 comments

  1. Witaj.Dobrze że jesteś,że chcesz aby Twój problem i spojrzenie na choroby onkologiczne poznała większa ilość osób.Zrozumieć chorobę to podstawa.Czekam na dalsze wpisy.Pozdrawiam

    Polubienie

  2. Mirek ciesze się, ze pragniesz podzielić się z nami swoim doświadczeniem! Twoje słowa: „dziękuje za chorobę, gdyż nauczyła mnie żyć ” utkwiły mi w głowie jak mantra. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jaka sile ma nasza psychika! Czekam na następne posty! Take care and namaste😍

    Polubienie

  3. Mirek ,jestem półtora roku po chemii rak jajnikateż uważam że pozytywne nastawienie to jest to . Nigdy ani przez chwilę nie myślałam że nie wyzdrowieje,było to dla mnie oczywiste ,że będzie dobrze i tak jest . A co przeszłam tylko wzmocniło mnie ,już nic nie jest w stanie mnie pokonać 🙂 Najgorzej siedzieć i umartwiać się ,że się nie uda że nie wytrzymam. Życzę Ci długich lat w zdrowiu 🙂

    Polubienie

  4. Witam serdecznie jestem na pocZątku tej zawilej drogi musze walczyc jest ciezko ale jestem dobrej mysli. Dobre nastawienie to połowa sukcesu . Życzę wszystkiego najlepszego dużo pięknych podróży. Pozdrawiam Asia

    Polubienie

  5. Witaj. Do wszystkiego trzeba dojrzeć……u mnie minie pięć lat w listopadzie, gdy zaczynałam tą drogę…..dopiero od pół roku otwarcie rozmawiam o chorobie…..wcześniej tylko z grupą z psychologiem z Akademii Walki z Rakiem…..teraz odpowiadam każdemu, kto zapyta, pomagam, doradzam…..biorę udział we wszelkich akcjach związanych z profilaktyką….spartakiadach amazonek…..żyję, oddycham pełną piersią, cenię każdy darowany dzień…..mam uśmiech na twarzy……nie zawsze tak było……nie umiem tak napisać, Ty to rób, żeby inni mogli korzystać z Twoich rad……zdrowia i uśmiechu życzę……

    Polubienie

    • Masz rację, na początku trudno było mówić o tym. Ja poradziłem sobie sam. Wiele wyniosłem ze sportu.
      Uprawiałem w życiu siatkówkę, sport wymagający dużej odporności psychicznej. Z czasem było coraz
      łatwiej mówić, dziś czuję na tyle silny, żeby pisać i doradzać. Również zdrowia i uśmiechu… 🙂

      Polubienie

  6. Mirku ,wiesz jakbym czytała o sobie . Miałam podobnie, żadnych obciążeń, zdrowy tryb życia, zdrowe odżywianie. Nawet nie chorowałam zbytnio. 2 omdlenia, nie wiadomo z jakiego powodu. Przypadkowe usg tarczycy i diagnoza.Rak złośliwy.Wiec pomyslałam sobie ja Raczek z racji urodzin No nie nie ma u mnie miejsca dla 2 raka.No i wszystko potoczyło sie jak w filmie na przyspieszonym tempie. Operacja, Terapia Izotopami Jodu 131. Nawet nie uroniła 1 łzy nad sobą.Tak jak napisałeś „jestem silna psychicznie „.Zmienilam podejście do wszystkiego, do życia. Podróżuje, robie rzeczy na które kiedyś nie miałam czasu. I w sumie to Dziekuje za to wszystko chorobie. Życie jest piekne, tylko trzeba nauczyć sie ta piękność dostrzegać. Nawet deszczowy dzień przynosi radość.Pozdrawiam. Lidia. O

    Polubienie

  7. Witam, całkowity przypadek że akurat trafiłem na twój blog, zupełnie czego innego szukałem…., ale przy kazji mogę ci powiedzieć że miałem ten sam rodzaj, umiejscowienie i te same problemy ze zlokalizowanie ogniska pierwotnego – dzisiaj trzy lata po… znalazłem spokój ducha, szczęscie i własną drogę ale tak jak napisałeś ja też musiałem dostać „deską w łeb” aby się otrząsnąć i całkowicie zerwać z poprzednim życiem – fajnie znaleźć takich pozytywnie zakręconych jak ty – pozdrawiam T.M.

    Polubienie

    • Tomku, w zakładce „Zdrowie” zamieszczam felietony, w których trochę wspominam, trochę też poruszam różne aspekty życia (wpis o Rodriguzie i Piotrze Pogonie). Z czasem dojdę i do tego o co pytasz. Tomku, w sumie odpowiedź jest już w tytule bloga. Zawsze kochałem podróże, mam ich w życiu na swoim koncie blisko 150, stopniowo opisze wszystkie. Wyrzucenie tego wszystkiego było możliwe dzięki realizacji pasji. Podróżowania oraz pisania. Napisałem już książkę, monografię jednej z lokalnych firm. Kolejne projekty czekają…

      Polubienie

  8. Witam! Ciesze się że trafiłam na Pana bloga! Jestem rok po leczeniu takiego samego przypadku jak Pański, 3 X 12 godzinne chemie w odstępach 3 tygodniowych i 35 zabiegów radioterapii / bez operacji/ Dziś czuje się już dobrze, prawie ponad roku dochodziłam do siebie fizycznie, ale z psychiką radzę sobie wolniej. Jak na razie wyniki badań są ok, chodzę co 3 miesiące na kontrole, robię zalecane badania i wszystko jest ok. Wróciłam do pracy, staram się normalnie żyć. Nigdy nie usłyszałam od lekarzy rady jak żyć by choroba nie wróciła.
    Dobrze wiedzieć, że ktoś też sobie z tym poradził, daje to nadzieję na przyszłość.
    Pozdrawiam serdecznie, będę z zainteresowaniem czytać o Pana kolejnych podróżach i radościach z życia!

    Polubienie

    • Głowa do góry, czas robi swoje. Każda kolejna sytuacja utwierdzająca Panią w tym, że udało się wygrać i powrócić do normalnego życia będzie pozytywnie nakręcać. Trzeba czasu, żeby wszystko sobie poukładać w głowie, to tak jak ze śmiercią bardzo bliskiej osoby. Ważne jest przekonanie, że „Rak to nie wyrok”…

      Polubienie

      • Dziękuję!
        Dotychczas nie spotkałam nikogo z podobnych schorzeniem, po zakończeniu leczenia zostawieni jesteśmy tak naprawdę sami sobie.Lekarze maja pełne ręce roboty, pacjentów przybywa, więc na wizytach zazwyczaj nie mają czasu na dłuższe rozmowy z pacjentem.
        Pana postawa wobec życia pozytywnie nakręca, a to jest bardzo ważne 🙂
        Pozdrawiam!

        Polubienie

  9. Dziekuję Panu za te felietony, jestem w trakcie walki i to co przeczytalam podbudowało mnie. Mój przypadek jest trochę podobny, po rocznym poszukiwaniu przyczyny niedoczulicy na brodzie, w lipcu 2016 usłyszałam ” wyrok” – rak ślinianki umiejscowiony w żuchwie z przerzutami do węzłów. 31 sierpnia operacja usunięcia dużego fragmentu żuchwy i wstawienie płyt tytanowych. Niestety okazała się nieradykalna i 26 października druga, tym razem usunięto górną część żuchwy ze stawem i wstawiono implant indywidulany. I kiedy wydawało się , że już teraz wszystko będzie układało się w myśl planu i na poczatku grudnia rozpocznę radioterapię, zaczęły piętrzyć się komplikacje. Zakażenie szpitalne , stan ropny i nie gojąca się rana. Walka ze stanem zapanym trwała 3 miesiace i zakończyła dwiema kolejnymi operacjami, wyjęcie implantu, przeleczenie kolejnymi antybiotykami a po 10 dniach wycięcie przetok i wstawienie fragmentu implantu polietylenowego. Radioterapia opóźni się więc o 2 miesiące, teraz trwają do niej przygotowania i pod koniec lutego rozpocznie się. Wreszcie mogę przejść do następnego etapu. Opisałam moje przejścia po kronikarsku, ale teraz chcę dodać, jak bardzo trudno jest walczyć komuś kto nawet jest silny i przepracował w głowie podejście do niespodziewanej choroby, i pogodził się z tym , że powrót do zawodu nie będzie możliwy( jestem aktorką), kiedy po drodze nic nie układa się tak jak powinno. Walka ze stanem zapalnym kosztowała mnie psychicznie bardzo dużo, bo wiedziałam , że może to skończyć się kolejnymi operacjami. I zrealizował się ten najgorszy scenariusz. Jeśli wszystko idzie gładko i w myśl planu, to łatwiej o pozytywne myślenie i wiarę w wyleczenie, ale jeśli są komplikacje jedna po drugiej to trzeba miec psychikę ze stali żeby to wytrzymać i nie poddać się. Zaliczyłam kilka dołów, zwątpienie, nawet rozpacz i pytanie dlaczego los tak ciężko mnie doświadcza ale nigdy nawet przez chwilę nie przeszło mi przez głowę , żeby się poddać .Jednak dotarłam do kolejnego etapu, wytrzymałam i mam wolę walki, wierzę w to , że mi się uda wygrać z potworem. Mam wielkie wsparcie w rodzinie i przyjaciołach, im też nie jest łatwo. Czeka mnie jeszcze wiele trudnych chwil, radioterapia nie bedzie łatwa, potem rehabilitacja i kolejna operacja wstawienia implatu tytanowego. I po ludzku, boję się tego co przede mną. Ale to co dziś przeczytałam na Pana blogu, ogromnie mnie wzmocniło. To prawda, ze chory na raka potrzebuje nie pozytywnego myślenia, tylko pozytywnych i dających nadzieję przykładów, które dają siłę i wzmacniają wiarę w zwycięstwo. Dziękuję Panu za tę mądrą i bardzo potrzebną inicjatywę, to bezcenne wsparcie dla ludzi którzy jeszcze walczą. Jeśli mogę prosić o trochę więcej wskazówek dotyczących odżywiania, będę wdzięczna. Pozdrawiam i życzę zdrowia.

    Polubienie

    • Dziękuję za miłe słowa, te mnie wzmacniają i upewniają w tym, że warto pisać tego bloga. Raz jeszcze zachęcam do dalszej walki. Ja dziś, gdyby jakaś siła sprawcza, mogąca umiejscowić mnie w czasie (cofać czas), zapytała mnie, co wolisz – mieć jeszcze 10 lat życia takiego jakie miałeś przed chorobą czy pięć tego po zakończeniu walki?… bez zastanowienia powiedziałbym, że wolę te pięć. 🙂

      Polubienie

  10. Wspanialy Blog przez przypadek dotarlam do Pana wpisow sa super jestem w trakcie walki z tym paskudztwem po dwoch ciezkich operacjach , chemii i radioterapii , czekam na TK ,Bardzo dobrze ze zdecydowal sie Pan opisac swoja chorobe i walke z nia takich wlasnie wpisow potrzeba ludzia chorym, z zaciekawiem bede oczekiwala dalszych wpisow. Ja stram sie tez jakos radzic sobie z ta choroba, tym bardziej ze musze jeszcze wspierac meza , ktory tez choruje na raka od 5 lat a teraz ma przerzuty czeka go kolejne naswietlanie wspieramy sie nawzajem bo przeciez ” Rak to nie wyrok ” Zycze duzo zdrowia i wspanialych podrozy i czekam na dalsze wpisy. Krystyna

    Polubienie

    • Dziękuję za docenienie mojej pracy. Nikt tak dobrze nie rozumie chorego na tę chorobę jak ten, który ją przeszedł…. Nowe wpisy na temat choroby ukazują się 2-3 razy w miesiącu.Choć mam za sobą 44 miesiące od zakończenia leczenia przyznam, że nie pisze mi się łatwo… hm…. może dlatego jest tak mało blogów prowadzonych przez ludzi, którzy to przeszli…

      Polubienie

  11. Witam.
    Pzyznać muszę, że rzadko można znaleźć bloga który mówi o wyzdrowieniu. Z regóły wszyscy piszą o tym jak walczą, idą drrogą ku wyzdrowieniu, a potem……..pstryk, iskierka zgasła.
    Jestem po 11 wlewach, 8 miesiacach leczenia. Czuje tyllko strach i beznadziejnosć tej calej sytuacji. Swoimi przemyśleniami nie dzielę sie z nikim. Nie dlatego że nie chcę. Zwyczajnie nie mam z kim. Ale przyjemnie jest wiedzieć,że komuś się udało. Chciałabym wierzyć, ze mi też się uda. Ale to takie trudne. Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s