Euro 2012

Kontynuując temat wyjazdów na imprezy sportowe, powrócę do roku 2012.

Śledziłem tę ważną imprezę piłkarską z zaciekawieniem. Jej rangę, osobiście oceniam jako czwartą – ze względu na zainteresowanie kibiców i ogólnie rozmach w przygotowaniach – imprezę sportową, po olimpiadzie letniej, zimowej i mistrzostwach świata w piłkę nożną. Uznałem więc, że trzeba EURO 2012 przeżywać inaczej, z bliska, nie tylko za pośrednictwem przekazu telewizyjnego. W najbliższym ćwierćwieczu Polska nie będzie miała zapewne szansy zorganizowania równie ważnej imprezy, co należało wykorzystać.

Odwiedziłem trzy miasta: Gdańsk, Warszawę oraz Poznań i tzw. strefy kibica w nich zorganizowane, w czasie rozgrywania ważnych meczów fazy grupowej. W Gdańsku byłem w dniu meczu Hiszpania-Włochy, w Warszawie podczas meczu Polska-Czechy, a w Poznaniu kibicowałem spotkaniu Irlandczyków z Włochami.

Strefa kibica i atmosfera przed stadionem w Gdańsku

Zdecydowanie największa strefa powstała w Warszawie. Kiedy toczyliśmy batalię z naszymi sąsiadami z południa wpuszczono do niej około 140 tysięcy osób. Z informacji uzyskanych od obsługi wynika, że jest to maksymalna, dopuszczalna liczba, której „pilnuje” system monitoringu zamontowany nad bramkami wejściowymi do strefy. Podobnie, jak w inne dni rozgrywania meczów przez Polaków, przed Pałacem Kultury i Nauki pojawiło się znacznie więcej osób. Musiały zadowolić się obserwowaniem spotkania na ogromnych telebimach, już zza bramek wejściowych, z większej odległości. Godziły się na to, ponieważ atmosfera w warszawskiej strefie była w czasie meczów niepowtarzalna. Może nie taka sama, jak na stadionie, ale… Sto czterdzieści tysięcy Polaków reagowało bardzo żywiołowo, w tych samych momentach, a co ważne w identyczny sposób, jak kibice na stadionie. Były gwizdy, oklaski i inne formy aplauzu. Niemal każdy kibic warszawskiej strefy ubrany był w strój kibica. Niezapomnianą dla mnie chwilą była tzw. meksykańska fala rozpoczynająca się przed największym telebimem oraz widok wymachiwanych w jednym rytmie dziesiątek tysięcy biało-czerwonych szalików.

 

Zdecydowanie najmniejsza, z trzech, które odwiedziłem, była strefa w Poznaniu. Choć i tu było równie ciekawie i przyjemnie. Pobyt w stolicy Wielkopolski rekompensowała mi wspaniała atmosfera, jaka panowała na rynku głównym, którą tworzyli rozbawieni kibice z Irlandii.

Gorąco zachęcam do przeczytania   Poznań kocha kibiców z Irlandii

 

Strefa kibica i rynek w Poznaniu

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s